Hejka moi mili!!!
Kłaniam się nisko aż po kolanisko. Od dzisiaj macie do czynienia z osobą uzależnioną od cukierków, ale nie zwykłych. Swoją drogą nie ma ktoś przypadkiem karmelowych dropsów na zbyciu? Chętnie przygarnę.
Co do rozdziału to o dziwo mi się podoba, zaraz oczywiście znajdę jakiś błąd za który będę się chciała ukatrupić, ale to nie zmienia faktu, że mi się podoba. Doszłam również do wniosku, że zostało do końca jakieś dziesięć rozdziałów z hakiem, ale póki co jeszcze ich nie ma.
Czuję jednak, że od pewnej osoby będę miała CAPS LOCKOWE kazanie. Nie pozostaje mi nic innego jak wypowiedzieć jedno bardzo ważne zdanie.
Zapraszam do czytania i komentowania.
~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~
*****
Straconych chwil nie da się odzyskać. Są już dawno nie wykorzystane, a czekały w niewielkim kuferku życia, aż ktoś je uwolni. Pech był jednak taki, że o nich zapomniano. Czas sprawił, że zniknęły nieodwracalnie. Można by nad nimi płakać, ale po co? Po co szczególnie, gdy jest
nadzieja na lepsze jutro, na to by kuferek znów się wypełnił chwilami, które tym razem byłyby wykorzystane. Gdybym miała rozpamiętywać to wszystko z pewnością umarłabym z żalu. Jednego nie potrafię przeboleć, że tyle czasu zostało zmarnowane. Tyle czasu, który wcale nie był przepełniony szczęściem i radością, a wręcz przeciwnie. Tylko tego już się nie da naprawić, nie da się cofnąć czasu i wszystkiego naprawić. Nie da się, bo wtedy wszystko straciłoby swoją straszną, ale równocześnie piękną magię.
Siedziałam na miękkiej pościeli wpatrzona w szpitalne okno, które przykrywała smutna żaluzja. Tylko niewielkiej części promieni słonecznych udało się przedrzeć przez gruby materiał. Ubrana w dosyć luźne ubrania czekałam na wypis. Niewielka torba spoczywała pod moimi zwisającymi nogami. Nie robiłam nic szczególnego. Wpatrywałam się jedynie w pojedyncze przedmioty, które dziwnym trafem przyciągały moją uwagę. Chciałam po prostu zabić ten zgubny czas oczekiwania. Trzy dni tu leżałam o “trzeźwym” umyśle, ale w końcu nadszedł czas by się stąd ruszyć i zacząć normalnie żyć. Przynajmniej niektóre rozmowy miałam już za sobą, które były tylko formą wyjaśnieniową.




