niedziela, 12 lutego 2017

Do you remember... Rozdział 35

Hejka moi mili!!!
Kłaniam się nisko aż po kolanisko. Od dzisiaj macie do czynienia z osobą uzależnioną od cukierków, ale nie zwykłych. Swoją drogą nie ma ktoś przypadkiem karmelowych dropsów na zbyciu? Chętnie przygarnę.
Co do rozdziału to o dziwo mi się podoba, zaraz oczywiście znajdę jakiś błąd za który będę się chciała ukatrupić, ale to nie zmienia faktu, że mi się podoba. Doszłam również do wniosku, że zostało do końca jakieś dziesięć rozdziałów z hakiem, ale póki co jeszcze ich nie ma.
Czuję jednak, że od pewnej osoby będę miała CAPS LOCKOWE kazanie. Nie pozostaje mi nic innego jak wypowiedzieć jedno bardzo ważne zdanie.
Zapraszam do czytania i komentowania.


~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~


*****

Straconych chwil nie da się odzyskać. Są już dawno nie wykorzystane, a czekały w niewielkim kuferku życia, aż ktoś je uwolni. Pech był jednak taki, że o nich zapomniano. Czas sprawił, że zniknęły nieodwracalnie. Można by nad nimi płakać, ale po co? Po co szczególnie, gdy jest
nadzieja na lepsze jutro, na to by kuferek znów się wypełnił chwilami, które tym razem byłyby wykorzystane. Gdybym miała rozpamiętywać to wszystko z pewnością umarłabym z żalu. Jednego nie potrafię przeboleć, że tyle czasu zostało zmarnowane. Tyle czasu, który wcale nie był przepełniony szczęściem i radością, a wręcz przeciwnie. Tylko tego już się nie da naprawić, nie da się cofnąć czasu i wszystkiego naprawić. Nie da się, bo wtedy wszystko straciłoby swoją straszną, ale równocześnie piękną magię.
Siedziałam na miękkiej pościeli wpatrzona w szpitalne okno, które przykrywała smutna żaluzja. Tylko niewielkiej części promieni słonecznych udało się przedrzeć przez gruby materiał. Ubrana w dosyć luźne ubrania czekałam na wypis. Niewielka torba spoczywała pod moimi zwisającymi nogami. Nie robiłam nic szczególnego. Wpatrywałam się jedynie w pojedyncze przedmioty, które dziwnym trafem przyciągały moją uwagę. Chciałam po prostu zabić ten zgubny czas oczekiwania. Trzy dni tu leżałam o “trzeźwym” umyśle, ale w końcu nadszedł czas by się stąd ruszyć i zacząć normalnie żyć. Przynajmniej niektóre rozmowy miałam już za sobą, które były tylko formą wyjaśnieniową.

poniedziałek, 6 lutego 2017

Do you remember... Rozdział 34

Werble proszę!!
*werble*
I jestem, pojawiam się niespodziewanie, bo ze mną nic nigdy nie wiadomo. 
Niektóre osoby wiedzą o czym mówię. 
Byłabym wcześniej, ale 4godz życia marnowałam na zmontowanie reklamy na polski. Tsaaaa... I po co ja o tym mówię? 
Dobra omijając temat montowania chciałam tylko powiedzieć, że mam od tygodnia zawał jak nigdy, więc jest krucho jak nie wiem, a ta notka tylko poświadcza o tym o czym mówię (ta logika zdania xD) 
Teoretycznie teraz następuje moment kiedy ja zapraszam was do czytania i komentowania, a ja się zmywam trochę sąsiadów pomęczyć i chyba tak zrobię. Tak więc czytajcie, komentujcie to coś. 

~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~

Słyszysz, ale nie możesz odpowiedzieć. Czujesz, ale nie możesz dotknąć. Żyjesz, ale tylko
duchem. To nie jest sen, ani śmierć. To jest coś pomiędzy. Masz możliwość odbierania wszelkich bodźców zewnętrznych, ale nie możesz na nie odpowiedzieć, bo jedyne co widzisz to ciemność. Nie potrafisz nawet odróżnić dnia od nocy, określić czasu ile już przebywasz w tym stanie uśpienia. Jesteś zdany tylko i wyłącznie na swoje przeczucie. Na przeczucie, które w tej sytuacji niewiele się zdaje.
Nie wiem co się ze mną działo w tym czasie. Moja świadomość wyglądała jak taśma filmowa z licznymi ubytkami, dziurami, których nawet konserwator nie jest w stanie załatwiać. Gdy słyszałam rozmowy. Czasem pojedyncze zdania, natomiast innym razem początek, bądź tylko koniec, ale gdy słyszałam jego głos. Uspokajającą i ciepłą barwę głosu Michaela, to pomimo psychicznego odrętwienia chciałam płakać. Lecz nawet tego nie potrafiłam zrobić. Jednej prostej czynności, która okazywała się wielkim wyczynem.

sobota, 28 stycznia 2017

Do you remember... Rozdział 33

Hejka naklejka!!!
W końcu jestem i ja. Miło w końcu wrócić na swoje miejsce,
 choć myślałam, że nie przeżyję.
 Myślę, że już nie będę miała żadnych problemów technicznych czy czegoś podobnego.
Rozdział wygląda jak wygląda, ale już na początku założyłam sobie parę rzeczy 
i ich się będę trzymać. Ten  ''rozdział" nie wiem czy coś wnosi nowego czy nie. 
Po prostu był w mojej skomplikowanej psychice i już.
Bez zbędnego przedłużania zapraszam do czytania i szczerego komentowania.

~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~

 *****
Pustka to nie tylko czarna dziura znajdująca się w kosmosie, puste pudełko po ciasteczkach, mieszkanie,skrzynka pocztowa, ale też ulice późną porą i praktycznie wszystko czemu brakuje
wypełnienia, ale także nasz brak jakichkolwiek uczuć, których nie potrafimy określić. Pustka jest wszędzie i nawet nie zdajemy sobie sprawy, że znajduje się w danych miejscach. Po prostu jest i możemy jedynie czekać aż minie. Chodź czasem to mijanie trwa naprawdę długo, że nie widać jego końca. Ale czy można czuć się gorzej? Żyć nie mając pojęcia co się dzieje wokół. Żyć tak, aby dni stawały się rutyną. Godziny wraz z minutami się ze sobą zlepiały do tego stopnia, że ty już nie masz pojęcia czy jest poniedziałek czy sobota, ranek czy wieczór…
Oczekiwanie przepełnione niepewnością jest najgorsze. Umysł w tym czasie podsyła nam coraz to różniejsze scenariusze, a wraz z mijającym czasem stają się one coraz to bardziej przejmujące. A wtedy nie mamy wyboru i jedyne co nam pozostało to czekać...ale ileż można cierpliwie czekać?! Ile gdy masz wrażenie, że wszystko się zawaliło, że to już definitywny koniec, że nitka została przecięta starymi, skrzypiącymi nożycami dokonującymi wyroku? Ile…? Wieczność to zbyt mała, a równocześnie odległa cząstka czasu, ale czy jest coś dalej? Poza wiecznością, poza czasem…

poniedziałek, 16 stycznia 2017

Do you remember... Rozdział 32


Witam wszystkich zgromadzonych!!!

Jak widać, a może i słychać jestem wraz z nowym rozdziałem,
a wszystko za sprawą mojego wujaszka, który użyczył na ten raz laptopa.
Tak więc jest super. Jestem w stu procentach zadowolona z tej notki.
Czekałam na ten moment od początku, jak tylko zaczęłam pisać to opowiadani.
I nikt ani nic nie potrafiło mnie od tego odciągnąć nawet Jelonek. I mam nadzieję,
że nowy wygląd się podoba. Wiedziałam, że na YT można znaleźć wszystko, a to tylko dowód.
Zapraszam więc do czytania i komentowania. Kurczę ale mam podjarkę xD

~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~
*****
Szaleństwo to nie tylko cecha ludzi, którzy zachowują się odmiennie niż ich otoczenie. To cecha, która znajduje się w każdym z nas. Ona po prostu jest i nic tego nie zmieni. Choć czasem się nie potrafi objawić, ale jednak gdzieś tam w środku nas każdy ma nawet odrobinkę szaleństwa. Tą cechę można dzielić na wiele rodzajów, o których można by pisać referaty, a nawet prace magisterskie. Ludzki umysł, jak i jego cechy są niezbadane dla nikogo. Nikt nie wie jak się zachowa w danym momencie, bo tego nie da się przewidzieć, to się stanie i już. Będzie i nic tego nie zmieni.
Człowiek nie zdaje sobie sprawy, że na jego decyzje składają się wyniki najróżniejszych cech. Właśnie do nich należy szaleństwo, bo nie co dzień wybiera się drogę najmniej racjonalną. To się wiąże również z ryzykiem, ale przecież ludzie to kochają. Nagły skok adrenaliny, który sprawia, że krew w żyłach zaczyna pulsować coraz szybciej i szybciej, aż...aż co? Aż uświadomimy sobie, że było nam lepiej wybrać tą bezpieczniejszą opcję? Tą przez którą poniesiemy mniej strat, niż tą gdzie możemy stracić wszystko? To jest hazard. Hazard, który towarzyszy nam całe życie, a my… My mu się po prostu poddajemy.

poniedziałek, 9 stycznia 2017

Do you remember... Rozdział 31

Cześć i czołem kluski z rosołem!!!
Jestem w końcu, myślałam, że nigdy tutaj nie trafię, ale jest! Udało się. 
Nie dość, że wszystko leci mi z rąk to jeszcze rozdział nie wygląda tak jak planowałam. 
Pisałam go fazami, co jakiś czas, bo naprawdę ostatnio nie mam siły, żeby cokolwiek sklecić w miarę poprawnie. Mam jednak nadzieję, że wam przypadnie do gustu. 
Oczywiście ja jak to ja mam zaplanowane do przodu, 
ale niewiele i nie byłabym sobą gdybym czegoś nie zdradziła.
 Podpowiedzi były w każdym ostatnim rozdziale, a tutaj jest 
ostatnia. Ostatni klocek czegoś na co czekałam od początku. Buhaha....
Tak więc zapraszam was do czytania, komentowania. Szczerego komentowania,
 a ja tymczasem lecę do was zostawić po sobie ślad.
 ~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~
 *****

Czy skoro cieszę się ze straty, a nawet jestem z tego powodu szczęśliwa to znaczy, że coś jest ze mną nie tak? Ta radość chyba zależy od rodzaju straty i tego w jaki sposób ona odbija się na
naszej psychice. Pierwszy raz od paru miesięcy czułam się...wolna? Tak. Tak to uczucie mogłam nazwać.  Nie była to radość z pewnego rodzaju stratą Michaela, to dotyczyło czegoś innego. Każdy człowiek jest tym uwiązany jak pies do budy. Ta wolność objawiała się radością, bo nie co dzień można zacząć coś od nowa. Nawet nie miałam pojęcia co mi się stało, gdy całe to moje zadowolenie wyparowało, a na jego miejsce pojawiło się zupełnie inne uczucie, którego nie potrafiłam opisać. Choć to wrażenie przeważało to pojawiła się w mojej głowie myśl, która stopniowo wypierała wszystko inne.
Tym problemem będę  zajmować się później, a tymczasem  nie pozostało mi nic innego jak delektowanie się spacerkiem w promieniach marcowego słońca. Przemierzałam chodnik dosyć szybkim krokiem, ba prawie podskakiwałam.

sobota, 31 grudnia 2016

Miniaturka 3 / Pożegnanie?



Witam wszystkich w ten sylwestrowy wieczór!!!
Pojawienie się tej krótkiej miniaturki ma swoje ukryte dno, a nawet dwa.
 Najpierw chciałam życzyć z tego miejsca wszystkiego najlepszego z okazji urodzin pewnej osobie. 
Nie będę rzucać nazwiskami, ale większość z was ją chyba zna. 
Tak więc to był  pierwszy powód pojawienia się miniaturki.
Sylwestra trzeba świętować na wiele sposobów, 
a to jest przykład jak ja ten dzień "świętuję".  
Trzeba pożegnać ten stary rok, który w moim życiu zmienił wiele rzeczy. Podjęłam w tym roku wiele decyzji i złych i dobrych, ale z większości jestem zadowolona, bo dzięki nim jestem gdzie jestem i jestem z tego cholernie dumna. 
Na razie nie chcę niczego zapeszać, ale kiedyś się z tym wami podzielę. Każdy z nas jest już starszy o kolejny rok.
 Na nasze nieszczęście czas płynie i nic na to nie możemy poradzić. Możemy jedynie łapać pojedyncze chwile. Dlatego pragnę życzyć w 
ten ostatni grudniowy wieczór by rok 2017 był jeszcze lepsze niż ten, który żegnamy.
Startuje bez noworocznych postanowień, bo ich nie wykonam i już, ale za to z marzeniami, którym do spełnienia niewiele trzeba. 
Jedyne co mi pozostało to życzyć DO SIEGO ROKU!!! i widzimy się za rok ;D

*wznosi kieliszek z szampanem i pije wasze zdrowie*
~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~


“To był sen, sen piękny sen,
W Barcelonie, w San Andre…”

Słońce wysoko na bezchmurnym niebie przesuwało się leniwe. W cieniu rozłożystych gałęzi dojrzewały owoce soczystych pomarańczy. Upał panował tutaj prawie cały rok, jedynie zimy były nieco chłodniejsze. To mogła być tylko i wyłącznie hiszpańska Barcelona, gdzie na uliczkach ludzie tańczyli ogniste tango, salsę, a grajkowie przygrywają na gitarach rytmiczne bolero, czy flamenco.
Dochodziło już południe, a temperatura rozsadzała termometry.
  -Seniorita, pobudka ojciec czeka na panienkę. -do beżowego pokoiku weszła niania. Kobieta przy kości o typowo latynoskiej urodzie. Widziała, że jej podopieczna nie miała zamiaru wstawać. Weszła do środka i odsłoniła delikatny materiał zasłon wpuszczając do pokoju światło. Na łóżku poruszyła się postać ukryta pod stertą poduszek i kołdrą. -Panienko, bo nie będę taka miła. -kobieta podparła ręce na biodrach.
  -Nina miałam taki piękny sen. -dziewczyna przeciągnęła się niczym kot.
  -Znowu o księciu na białym koniu? -pobłażliwie spojrzała na ciemnowłosą osóbkę, która usiadła na łóżku.
  -Tylko marzyć mi pozostało. Oj ma nieszczęsna duszo! Gdzieś jest mój Romeo?! -teatralnie uniosła dłoń i przyłożyła do czoła. Jak na swój wiek zachowywała się bardzo dziecinnie.
  -Nie ma go, a teraz niech panienka się rusza, bo ojciec nie lubi kiedy się spóźniasz.
  -Już, już. -dziewczyna nieśpiesznie wyszła z łóżka, a jej niania opuściła pokój zostawiając ją samą. Rozczesała swoje długie, ciemne włosy. Nałożyła na siebie zwiewną sukienkę na cienkich ramiączkach w kwieciste wzory. Po odbyciu porannej rutyny zeszła po bogato zdobionych schodach do ogromnej jadalni, gdzie na środku stał ogromny, dębowy stół, a tuż nad nim wisiał jeszcze bardziej okazały żyrandol, który zdawał się być zrobiony z kawałków lodu. Dziewczyna pochodziła z dość wpływowej rodziny. Jej ojciec posiadał własną, wielopokoleniową firmę, która zajmowała się hodowlą hiszpańskich owoców. Rozwożąc je po świecie dorobił się fortuny. W mieście, jak i w kraju ludzie go szanowali, a nazwisko Montez było bardzo rozpoznawalne. Ona jednak nie potrzebowała do szczęścia tej fortuny, jej wystarczyło by móc każdego ranka coś zjeść.
  -Elana córciu, como estaz? -przywitał ją jej ojciec już lekko siwiejący staruszek.
  -Dziękuję dobrze. -te rutynowe pytania czasem ją denerwowały, ale co miała zrobić jeżeli pan Montez był jednym z tradycjonalistów. W ciszy zjedli posiłek, w postaci jajecznicy ze szczypiorkiem, znowu monotonność. Dzień w dzień jadła jajecznicę.

poniedziałek, 26 grudnia 2016

Do you remember... Rozdział 30

 Witam zbłąkane dusze!!
Jestem z najkrótszym rozdziałem ever. Myślałam, że żygnę jak to pisałam, ale jest.
 Nie chciałam robić znowu jakiegoś skoku w czasie, bo nie byłoby ani ładu, ani składu.
 Jest cokolwiek.Kurcze nawet nie mam weny wstępu napisać. 
Mogę, więc tylko powiedzieć, że spotkamy się albo w sylwestra, albo w Nowy Rok.
 A teraz jeszcze specjalna informacja dla Lidki: szykuj sobie widły ;D
Nie pozostało mi nic innego jak zaprosić do czytania i komentowania.
~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~

*****

Chcesz coś zrobić, ale wiesz, że to jest niemożliwe. Nie posiadasz mocy, a tym bardziej maszyny, która pozwoliłaby się cofnąć w czasie, by coś zmienić. Naprawić cokolwiek, uratować utracone.
Masz wrażenie, że jesteś bezradny w całym tym bałaganie i zdajesz sobie z tego sprawę, że sama się o to prosiłaś. Fakt, faktem jest taki, że poszłam po całości. Analizując później to wszystko, leżąc na łóżku, doszłam do wniosku, iż chyba się nie nadaje. Nie nadaje się do czegoś takiego jak związek z kimś. Może to kolejny mój wymysł, bo przecież każdy ma w sobie pewną cechę, która stawia go na spalonej pozycji. Niektórzy starają się ją zwalczyć, a ja… ja nie wiem. Już niczego nie wiem, nie wiem co będzie jutro, za tydzień, miesiąc, a może rok. Staram się żyć rzeczywistością jak kiedyś, bardzo dawno temu, ale nie potrafię. Nie potrafię sprawić by było jak kiedyś, po prostu nie chcę, a może chcę tylko się boję. Nie potrafię zrobić nic, dosłownie nic szczególnie teraz, gdy brak mi JEGO.